Dawno dawno temu, gdy w Polsce sÅ‚owo “sieć” nie kojarzyÅ‚o siÄ™ z nowoczesnymi technologiami, Bill Clinton przeszedÅ‚ to historii jako pierwszy kandydat na prezydenta USA z wÅ‚asnÄ… domenÄ… www. MijaÅ‚y lata a Internet nieraz udowadniaÅ‚ swojÄ… siłę w politycznej walce. Na przeÅ‚omie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku niekwestionowanym królem na tym polu zostaÅ‚ Barack Obama.

Można się spierać czy działania Obamy w trakcie trwania kampanii wyborczej 2008 roku były genialnym PR-em czy brutalną akcją marketingową na szeroką skalę. Właśnie wtedy Internet, jako medium mobilizujące elektorat, naprawdę zadecydował o numerach wyborczych. Senator z Illinois jeszcze jako kandydat, wyraźnie wyczuł, że wykorzystanie sieci w wyścigu do prezydenckiego fotela może przysporzyć mu po przede wszystkim dodatkowych pieniędzy na niezbędne działania. Udało się wykorzystać te możliwości do promocji, także tej poza internetowej, na niespotykaną dotąd skalę. Z prędkością najszybszych łączy Obama przeniknął wówczas do wirtualnego świata i zadomowił się w nim na dobre, jeszcze zanim zadomowił się w Białym Domu.

Niedawno obecny prezydent USA po raz kolejny stał się pionierem wirtualnego kontaktu z wyborcami. Rok 2012 nabiera rozpędu, wobec czego należy znowu zadbać o wyborców. Wraz z serwisem Google + Obama zorganizował wirtualną debatę on-line. Ponad ćwierć miliona Amerykanów miało ochotę zadać prezydentowi pytanie. Złośliwi powiedzą, że internetowy hangout był inicjatywą w nieco putinowskim stylu. Moderatorzy dyskusji w ogóle nie wzięli pod uwagę najbardziej popularnych zagadnień podnoszonych przez internautów. Dla przykładu zostały zignorowane kwestie dotyczące chociażby legalizacji marihuany.

Dla sztabu Obamy sytuacja prowadzenia “otwartego dialogu ze spoÅ‚eczeÅ„stwem” jest o tyle wygodna, że po pierwsze eliminujÄ… czÄ™sto zbyt dociekliwych dziennikarzy a dobór pytaÅ„ i dyskutantów pozwala prowadzić wirtualnÄ… kampaniÄ™ przy zachowaniu pozorów peÅ‚nej otwartoÅ›ci. Dlatego z Å‚atwoÅ›ciÄ… dowiemy siÄ™ jak para prezydencka zamierza Å›wiÄ™tować swojÄ… kolejnÄ… rocznicÄ™, ale już sensownego tÅ‚umaczenia dotyczÄ…cego gÅ‚oÅ›nej sprawy ekstradycji studenta-pirata nie ma co oczekiwać.

Warto dodać, że Biały Dom jest pierwszą tego typu instytucją, z tak mocnym wejściem do portalu społecznościowego Google. Podobnie jak w 2008, tak i  w tegorocznej kampanii Obama chce opanować sieć. Być wszędzie tam, gdzie zagląda codziennie przeciętny obywatel. Z pewnością chciałby powrócić do czasów, gdy był bohaterem ogromnej ilości klipów przygotowanych przez jego zwolenników. Czasu, gdy internetowy czar zarażał niezależnie od tego, czy z jego wypowiedzi udawało się wycisnąć jakąś treść.

Internet ma coraz większą siłę w porównaniu z tradycyjnymi środkami masowego przekazu. Daje o wiele bardziej rozległe pole do budowania relacji na linii polityk-wyborca. Pozwala niskim kosztem zbudować sieć połączeń pomiędzy zwolennikami, tworząc tym samym całą społeczność. Wpływa na zaangażowanie społeczne także dlatego, że wyniki swoich działań można obserwować od razu, tu i teraz. Bowiem internauta błyskawicznym komentarzem, wpłatą na konto, nawet trollowaniem daje sztabowi wyraźne wskazówki dotyczące politycznej strategii. Zadne inne media nie gwarantują takiej szybkości i skuteczności.

Pozostaję więc zadać pytanie. Dlaczego Obama, fan internetowych możliwości, wplątał się w ich ograniczanie?

Maciej Głaczyński

Maciej Głaczyński – student Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W latach 2007-2010 relacjonował przebieg najważniejszych wydarzeń siatkarskich w kraju. (spotkania ligowe, mecze reprezentacji, europejskie puchary). Pasjonat historii polityki zagranicznej USA.

 

Copyright ©2012 4 NEWS MEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Drukuj      WyÅ›lij