Ostatnie dane Biura Spisu Powszechnego mówią o rekordowej liczbie 46 mln Amerykanów żyjących w biedzie. Jednak bieda po amerykańsku jest daleka od biedy na przykład pakistańskich Kalaszów.

46 mln Amerykanów żyje na granicy ubóstwa. Kolejka po pomoc żywnościową

Amerykańska rodzina z dwójką dzieci i  dochodem poniżej 22 541 dol. rocznie (próg ubóstwa ustanowiony przez krajowe biuro zarządzania i budżetu (Office of Management and Budget) ciągle nie musi utrzymywać się z hodowli kóz i owiec, jak analogiczna rodzina kalaszka.

Mimo, że statystyki nie wyglądają dla mieszkańców USA różowo (dane za 2010 rok są najwyższe od 1959 roku, czyli od czasu wprowadzenia analiz statystycznych) to jednak wielu ekspertów porównując standard życia dziś i w latach 50-tych wskazuje na znacznie lepsze “warunki” bycia biednym.

Czytaj także: 46 mln Amerykanów żyje na skraju ubóstwa

Jeśli wziąć pod uwagę czynnik czysto materialny, dzisiejszy ubogi w USA jest w bez porównania lepszej sytuacji ( i już nie koniecznie w zestawieniu z Kalaszami).

Robert Rector z  Heritage Foundation w opublikowanym opracowaniu poświęconym poziomowi życia biednych w XXI wieku w Ameryce wskazuje, że dzisiejsi ubodzy mają znaczną liczbę udogodnień  52 lata temu  zarezerwowanych tylko dla zamożnych. Dla przykładu: typowe gospodarstwo domowe znajdujące się na granicy ubóstwa ma klimatyzację, średnio dwa kolorowe telewizory z podłączeniem do anteny kablowej lub satelitarnej, odtwarzacz DVD, kuchenkę mikrofalową. Ponad 38 proc. amerykańskich ubogich ma także swój komputer.

Amerykański biedny nie wie także co to głód. Aż 92 proc. ludzi biednych ma wystarczającą ilość jedzenia, a dzieci pochodzące z rodzin o niskim dochodzei zjadają taką samą ilość składników odżywczych, co ich rówieśnicy z klasy średniej.

Znaczna poprawa jakości życia ubogich nastąpiła także w zakresie pomocy rządowej. Przede wszystkim - medycznej (programy Medicare i Medicade, które w 1959 roku jeszcze nie istniały), a także mieszkaniowej (tanie mieszkania komunalne), powszechne jest także dofinansowanie szkolnych obiadów, dopłaty do rachunków elektrycznych, pomoc stypendialna.

Fenomen amerykańskiego ubóstwa  ukrytego w bogactwie wytknęła już w 1989 roku w swoim artykule Dolores King, korespondentka Boston Globe: „Dwadzieścia lat po tym, jak na konferencji w Białym Domu zapowiadano koniec głodu w Ameryce po wieczne czasy, jak to ujął prezydent Nixon, głód dokonuje mściwego powrótu” – pisała wówczas nawiązując do ponad czterdziestomilonowej liczby ubogich.

Jednak zdaniem Rectora, biuro zarządzania i budżetu zawyża liczbę gospodarstw domowych żyjących w ubóstwie. Podobnie jak wielu ekonomistów, także i  Robert Rector z Fundacji Heritage jest zdania, że ubóstwo powinno być liczone w stosunku do zamożności społeczeństwa (czyli przepływu pieniądza w gospodarce w przeliczeniu na jednostkę) a nie według wskaźnika danych na temat dochodów gospodarstw domowych czy jednostek.

 Specyfika ubóstwa w społeczeństwie informacyjnym, a takim z pewnością są Stany Zjednoczone przejawia się chociażby tym, że podania o pracę a także oferty tejże pojawiają się głównie na internecie, do którego ma dostęp aż 70 proc. amerykańskich biednych.

Pakistańscy Kalaszowie nie mają tego problemu, ponieważ w większości ich wiosek nie ma prądu, a o komputerze większość z nich w ogóle nie słyszała. Bieda ma  jednak różne oblicza.

Małgorzata Błaszczuk

Zobacz także:  Starość w USA: życie na granicy ubóstwa

Amerykańscy milionerzy nie czują się bogaci

Ustawa o dożywianiu w szkołach podpisana

Tags:


Drukuj      Wyślij