Lekarze bawiący dzieci, prawnicy pracujący na budowie, inzynierowie za kierownicami taksówek – to rzeczywistość dobrze znana wielu imigrantom żyjącym w USA. Tysiące specjalistów z różnych zakątków świata przyjeżdżają do Ameryki aby spełnić swój „American Dream”. Rygorystyczne przepisy, a nawet uprzedzenia pracodawców sprawiają, że nigdy nie znajdują pracy w swym zawodzie i tym samym marnują się ogromne zasoby potencjału ludzkiego – alarmują socjologowie. W rezultacie zarobki imigrantów są nieproporcjonalne do ich kwalifikacji i cierpi na tym cała gospodarka.
Maria Anjelica Montenegro skończyła medycynę w Kolumbii. Przerabiała położnictwo, pediatrię, pierwszą pomoc, asystowała nawet przy operacjach. Jako lekarz pracowała z tysiącami pacjentów. Jej kariera skończyła się wraz z przyjazdem do Stanów Zjednoczonych – tutaj pracowała jako sprzedawczyni, opiekunka i asystentka medyczna. Ta ostatnia posada czasem dawała złudzenie pracy w zawodzie. Ale 34-letnia mieszkanka Nowego Jorku jest prawdziwym lekarzem. 55-letni mieszkaniec Kuwejtu, Mohan Singh, również nie spełnił swojego „American dream”. W ojczyźnie pracował w branży systemów wentylacyjnych i dźwigów osobowych. Po 25 latach, jako doświadczony specjalista założył własną firmę. Jego zarobki pozwoliły mu wysłać dzieci na studia do Stanów. Następnie sam przeprowadził się do Ameryki z nadzieją na znalezienie pracy w zawodzie. Dziś spędza 12 godzin dziennie za kierownicą taksówki.
Przypadki Montenegro i Singha nie są odosobnione. Wykształceni i doświadczeni specjaliści przyjeżdżają do Stanów i nie dostają pracy w dziedzinie, na której tak dobrze się znają. Socjologowie nazywają to zjawisko „brain waste” – marnowaniem umysłów. Przeszkód w zdobyciu wymarzonego zawodu jest wiele – bariera językowa, brak dostępu do środowisk, w których ogłaszają się pracodawcy, wymagania dotyczące doświadczenia zupełnie inne od tych obowiązujących w krajach pochodzenia. Ci, którzy przebywają w USA nielegalnie mogą zapomnieć o znalezieniu dobrej pracy. Większość z tych barier można pokonać, jednak proces ten wymaga systematycznego zaangażowania nie tylko ze strony imigrantów, ale i pracodawców. Według Nikki Cicerani, przewodniczącej organizacji pozarządowej pomagającej szukać przybyszom z innych krajów pracy w sektorze, w którym się specjalizują, trudności wynikają z nieznajomości różnic kulturowych i społecznych. Imigranci często nie wiedzą, że system zatrudniania skonstruowany jest inaczej niż w ich ojczyźnie i przez to nie umieją się do niego zaadaptować. Pracodawcy także nie pozostają bez winy. Niezaznajomieni z obcymi systemami edukacji i pracy, nie wiedzą jak informacje zawarte w życiorysie przekładają się na rzeczywistość amerykańską. Zamiast zadać sobie trud przeprowadzenia ewaluacji dyplomów, czy referencji, faworyzują oni kandydatów amerykańskich.
Badania przeprowadzone przez Instytut Polityki Migracyjnej (Migration Policy Institute) wykazały, że 1,2 z 6,7 mln imigrantów-absolwentów Amerykańskich szkół wyższych pracuje w zawodach poniżej ich kwalifikacji. 350 tys. z nich jest bezrobotnych. Zjawisko „brain waste” godzi nie tylko w interesy imigrantów. Amerykańscy pracodawcy również tracą bardzo wiele, ponieważ w procesach rekrutacyjnych pomijają oni niezwykle kompetentnych ludzi, często w dziedzinach, w których brakuje specjalistów amerykańskich. Na dłuższą metę cierpi na tym cała gospodarka.
PT
Copyright ©2012 4 NEWS MEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone.




Wykop!




7 Komentarze
Administrator zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści obraźliwe lub ataki osobiste. Dziękujemy za rzeczowe i kulturalne wpisy.
Temat rzeka, trudny i bardzo indywidualny. Zawsze łatwiej jest ludziom prostym. Mniej mają barier. Przyjmą prawie każdą pracę.
Przeczytaj jeszcze raz pierwsze zdanie art. ‘Kszyhu’:)
te kochas nikt nie kaze ci sie garbic i nosic ciezarow spod dziadka
Właśnie taki prosty skomentowła komentarz numer 1.
http://polonia.wp.pl/title,Niemcy-znowu-nasmiewaja-sie-z-Polakow-Przeczytaj-jak,wid,13263403,wiadomosc.html?ticaid=1c064
popieram tom ,,,,,,,,,,,,, prosty czlowiek
Ktos mi opowiadal z Chicago o pewnym lekarzu ordynatorze z Polski. Zamiatal w Chicago ulice, pozniej skonczyl na smietniku.Sa tez tacy jak Doktor Brzezinski z Houston , zrobil kariere.Ludziom z wyksztalceniem nie zawsze jest latwo z innych krajow w USA.Mysle ze musza miec wsparcie , silny charakter,determinacje.