17 lipca 2010
Przeprowadzając się każdy z nas ma nadzieję na zmiany, zmiany na lepsze. Szczególnie gdy przeprowadzamy się do innego miasta, a tym bardziej kraju. Przyjeżdżając tutaj, do USA, każdemu śni się ”american dream” nawet jeśli traktujemy pobyt tutaj jako tymczasowy. Każdy ma nadzieję na lepsze jutro, chociaż rzeczywistość bywa czasami brutalna i obdziera nas ze snów.
Czego spodziewaliśmy się lądując w obcym kraju czy tego, że każdy będzie miły i uprzejmy? Czy tego ze trzeba będzie walczyć o każdy następny dzień? Że będziemy borykać się ciągle z barierą językowa i kulturową? Mam ciągle wrażenie, że tu jest łatwiej, łatwiej niż w Polsce, bo chociażby pracę można dostać bez znajomości. A jeśli wykonujesz swoją pracę jak umiesz najlepiej, to zawsze zostaniesz doceniony, zawsze usłyszysz dobre słowo, często usłyszysz dziękuję. I to mi się podoba. W Polsce pracodawca rzadko cię doceni, no chyba że twój tato jest znaną personą w mieście, albo ma ochotę na romans z tobą, ale to już jest temat do zupełnie innej dyskusji.
Wracając do tutejszej rzeczywistości . Amerykanie są naprawdę miłym i przyjaznym narodem dla cudzoziemców i niezależnie czy przyjechali z Polski, Ukrainy czy Czech. Tutaj każdy kiedyś przyjechał, każdy pochodzi z rodziny emigranckiej. Nawet moja koleżanka z pracy, która wiem, że nie lubi obcokrajowców przyznała mi się po 17 miesiącach wspólnej pracy, że jej babcia była Polką. Teraz coraz częściej opowiada co lubiła z babci kuchni i jak z nią rozmawiała. Tak naprawdę to oni są takimi samymi ludźmi jak my z takimi samymi problemami, rozterkami. Jedno może nas różni – oni naprawdę szanują drugiego człowieka, czego nasz narόd mógłby się nauczyć. Nie twierdzę, że wszyscy Polacy nie mają szacunku dla innych, ale niestety często się to zdarza. A najczęściej, sposób w jaki traktujemy rodaków można dostrzeć właśnie na emigracji.
I wracając do mojej myśi…właśnie dlatego, że Amerykanie szanują ludzi, każdy ma tu szanse, jedyne co potrzeba to odwagi i wiary we własne siły, wiary w siebie. Jeśli szukasz pracy i słyszałeś, że potrzebują gdzieś ludzi i masz myśli typu: „eeee, nie dostanę tej pracy, bo jestem Polakiem, bo słabo mówię po angielsku” – powiedz sobie – nieprawda,a może właśnie dostanię tę pracę bo jestem emigrantem. Mam wrażenie, że Amerykanie dobrze wiedzą, że emigranci bardziej się starają, a angielski? Wszystkiego można się nauczyć, w każdej bibliotece są bezpłatne zajęcia ESL (English as a Second Language), nikt tam nie sprawdza numeru Social Security, ani nie dopytuje się o status emigracyjny. Wystarczy tylko pójść do najbliższej biblioteki i zgłosić się na lekcje. Weźmy swoje emigranckie życie w swoje emigranckie ręce.
Odwagi Kochani, czego Wam i sobie życzę.
Karolina




















13 Komentarze
Administrator zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści obraźliwe lub ataki osobiste. Dziękujemy za rzeczowe i kulturalne wpisy.
…. bardzo prawdziwe… dziekuje…
Tylko z takim podejsciem do zycia mozna zyc wszedzie .Pozdrawiam Karolinko))
Mama wrazenie jakbys pisala o moim zyciu , kilka lat temu
Pozdrawiam
Oczywiscie w pozytywnym tego zdania znaczeniu. Napewno jest wiele osob ktore pomysli to samo
kocham ten kraj(PL),ludzi ale nie nawidze mentalnosci polakow.
Moze Panie przejda na Gadu-Gadu…
Panie Stefanie
kto każe Panu komentować ten blog? Pański wpis jest całkowicie nie na miejscu. Tego typu uwagi proszę kierować do swoich bliskich w rodzinie.
pozdrawiam
.. mentalnosc zawsze mozna uprac… pani Tiki… Polacy sa naprawde wspaniali, tylko deczko pogubieni… bo brak nam wprawy w zauwazaniu malych detali, ktore niestety tu sa bardzo cenne… i moze zbyt czesto sie obrazamy, bo czujemy sie zbyt niepewni… niestety, z usmiechem powinnismy brac fakt, ze kazda roslina gubi liscie, gdy zmienia grunt…:)
Oj chyba pani Cobi podkochuje sie w panie Stefanie.. kiedy ostro odpowiada na usmiech tego pana…:)
Mentalność Polaków… oj to wielki i mroczny temat, niczym z horroru. I pomyśleć ile to lat obcy go kształtowali. Nie każdy wie np. o tym, co oznacza pokazywanie ręką w stronę szyi, jak chce się ktoś napić wódki… to za rozbiorów wypłacano Polakom za prace przy budowach publicznych w postaci alkoholu, który otrzymywano pokazując na szyje gdzie była… pieczątka pracodawcy. Po części usprawiedliwia to … trudny charakterek naszych rodaków i mój chociaż to ze jestem abstynentem stawia mnie pod ta samą ścianą. Widzę, że nie pasuję tu i tam wiec wypada czasami ukłonić się i wyjść.
Pozdrawiam.
Panie Stefanie………………..Jak bysmy chcialy bysmy przeszly nie tylko na gadu gadu, ale na szampan z truskawkami))Gadu Gadu to juz przeszlosc))
A biorac pod uwage legalne”meliny”z alkoholem na stacjach benzynowych,to ma Pan racje. Swoja droga wole kieliszek koniaku na serduszko jak aspiryne.Czy jak drzewiej w Polse ajer koniaczek,czy cos tam z kukulek takich cukierkow))
Wszak Ksieza Mszalne winko pija codziennie, a niektorym zdarza sie bez limitu.Wydaje mi sie ze Pan nawiazuje ten temat z kontekstu jednego ze zdan Pana Lucjana?A stare nasze przyslowie”Zlego kosciol nie naprawi ,dobrego karczma nie zepsuje” zawsze na czasie.Ja tam nie widze sie pod sciana .A zapomnialam wspomniec ze na tej fotce w Bostonie wyglada Pan na uosobienie dobroci ,”Swiety Mikolaj” w dobrym tego slowa znaczeniu.
Ale czy znowu sie myle jak zwykle,wg Pana ?
Pozdrawiam i nie warto sie obrazac bo zycie takie krotkie)))
Polak płacze p.Bóg pyta czemu płaczesz synu? Sąsiad kupił krowe.Pan pyta i co też chcesz krowe synu? Nie odpowiada polak i płacze dalej.Wtedy Bóg pyta a chcesz dwie krowy?Nie odpowiada,więc czego chcesz?Pyta pan.Wtedy polak odpowiada chce by sąsiadowi krowa zdechła.Takie niestety dowcipy to realia między polakami i tu w polsce i zagranicą.