Wygląda na to, że tym razem prezydent Obama spotka się z duchowym przywódcą Tybetu, Dalajlamą XIV. Podczas pobytu Dalajlamy w Stanach w ubiegłym roku takiego spotkania mu odmówiono.
Tybetańczycy walczą o wolność i giną już od ponad 50 lat. Dzieje się to na naszych oczach. Świat upomina (niektóre rządy) i krzyczy (działacze). Bezskutecznie. Olimpiada odbyła się w Pekinie, Chiny spokojnie kontynuują rozbudowę linii kolejowej Pekin – Lhasa, na terenie Tybetu, dzięki której łatwiej jest osadnikom chińskim zasiedlać ten trudny do życia teren.  
Tybetańczycy to naród górski, żyjący w niełatwych warunkach klimatycznych, o długiej historii i bogatej kulturze, wyznający buddyzm, pokojową religię, która skupia się na rozwoju wewnętrznym osoby. Nie nawołują do obalenia  rządu w Chinach, chcą dla siebie świętego spokoju i swobody. Walczą o ideały wolności i o prawa człowieka, które podzielają Stany Zjednoczone.
Tu właśnie pojawia się pech historyczny, konflikt polityki z ideałami. Chiny, które nie liczą się z całym swoim społeczeństwem, bezkarnie łamią prawa człowieka. Niemniej jest to agresywnie rozwijające się ekonomicznie imperium, któremu w dodatku Stany winne są pieniądze. Ameryka śledzi z obawą, jak Chiny rozszerzają swoje inwestycje w świecie, a tym samym wpływy. Pomimo głoszonych przez Stany wartości, rzeczywistość polityczna powoduje, że kwestia Tybetu staje się sprawą zagubioną w polityce, widzianą na gruncie moralnym, a przede wszystkim częścią utarczek między Ameryką a Chinami.
Tym bardziej wizyta Dalajlamy u prezydenta USA jest bardzo ważna, choć nie daje szansy na niepodległość Tybetu. Na pewno podniesie ducha wśród Tybetańczyków, nieco utrze nosa Chinom.
Przypomnijmy sobie naszą historię ostatnich 200 lat: rozbiory, wojny światowe, komunizm. Tak naprawdę wolna Polska w ciągu tego czasu, to okres 40 lat. Przez wiele lat traktowano nas tak, jak traktuje się dzisiaj Tybetańczyków pomimo walki o niepodległość oraz zabiegów ze strony naszych rządów na obczyźnie i patriotów, takich jak Ojciec Święty Jan Paweł II.
Mieliśmy szczęście. Polska jest dziś niepodległym krajem..
Na moje szczęście, nie jestem politykiem. Gorąco wierzę w prawa człowieka, więc do Chin nie pojadę, dopóki sprawa Tybetu nie zostania rozwiązana na korzyść rdzennych Tybetańczyków.
Joanna Bohdziewicz-Borowiec
Copyright ©2012 4 NEWS MEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone.








2 Komentarze
Administrator zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści obraźliwe lub ataki osobiste. Dziękujemy za rzeczowe i kulturalne wpisy.
Pani Joanno, zapewniam Pania, ze Chiny nie odczuja Pani nieobecnosci.
Dalaj Lama i Obama! Sluchalem dzisiaj rozmowy Pani Joanny Borowiec i innych osob poprzez radio 1080 w Chicago, dobrze, ze zabrala Pani glos o noblistach, to wazny aspekt w polityce Stany-Chiny, dziwilo mnie tytulowanie D.Lamy “Jego Swiatobliwoscia”, wszak tytul ten przysluguje Papiezom, jako kolejnym namiestnikom Jesusa Chrystusa na Ziemi a w szczegolnosci Sw. Piotra. Dajmy zatem sobie (i sluchaczom) wiecej dystansu do problemow … hmm…Himalajow. Juz K.Marks powiadal: “chudej prasy nie odkarmisz sprawami Chin”!